Gorzka pigułka dla twego peceta

Cudowne narzędzia, które takimi nie są. Gdy egzotyczne programy do tuningu łącza DSL i podobne kurują system, często spowolnią go zamiast przyspieszać. CHIP pokazuje, które lekarstwa i metody faktycznie działają.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się, jakich programów unikać!
Przeczytaj artykuł i dowiedz się, jakich programów unikać!

Komputer powinien połknąć zalecony produkt niczym chory pigułkę i zacząć szybciej działać, stać się w stu procentach bezpiecznym albo idealnie wyczyszczonym. Jednak przy wielu programach naprawczych taki efekt nie następuje – okazują się one całkowicie bezużyteczne, mają za mało funkcji albo są zbyt skomplikowane, aby dać się prawidłowo skonfigurować – i próżno szukać na ich opakowaniach informacji o ryzyku i skutkach ubocznych. Co gorsza, błędnie ustawione marnotrawią cenne zasoby systemowe.

CHIP odkrywa luki i słabości rzekomych wszechmogących narzędzi i pokazuje, jak prawidłowo skonfigurować użyteczne aplikacje.

Przyspieszacze Internetu: Wyciskają więcej mocy z Sieci?

Dla użytkowników, którzy pobierają z Sieci duże pliki

bądź podłączają się do strumieni z filmami i muzyką, łącze internetowe nigdy nie jest dostatecznie szybkie. Za korki w ruchu danych odpowiadają jednak nie tylko dostawcy usług internetowych, którzy celowo ograniczają szybkość transferu – również Windows potrafi skutecznie ją hamować. Aby temu zaradzić, wiele narzędzi tuningowych oferuje pomoc poprzez analizę ustawień systemowych i ich rzekomą optymalizację. Rezultat najczęściej jednak rozczarowuje, ponieważ w kwestii szybkości nie zmienia się nic – w najgorszym przypadku przesyłanie przebiega nawet gorzej niż wcześniej. Nic dziwnego, narzędzia próbują naprawić system, który w większości przypadków jest już optymalnie skonfigurowany. Testują one zazwyczaj dwa obszary: połączenia TCP/IP oraz wartość MTU (Maximum Transmission Unit).

Windows od wersji XP ogranicza liczbę jednocześnie otwartych połączeń do 10, aby ukrócić działalność wszelkiego rodzaju sieciowych szkodników. Internetowe przyspieszacze zdejmują to ograniczenie. Po tej kuracji możliwych jest nawet 50 jednoczesnych transferów. Ale zmiany te często nie mają wpływu na szybkość – zwiększają jedynie liczbę nowych, potencjalnych luk bezpieczeństwa

. Dzieje się tak, ponieważ tyle połączeń wymagają jedynie aplikacje do dzielenia się plikami wykorzystujące technologię P2P, a potrzebują ich głównie do umożliwienia pracy zaszytym w nich modułom typu adware albo szkodnikom.

Zmiana parametru MTU również nie przekłada się na bezpośrednią poprawę szybkości. Wartość MTU reguluje maksymalny rozmiar pakietów wykorzystywanych do połączeń TCP/IP. Jeśli jest ona źle dobrana, np. za duża, to ruter albo dowolny serwer wykonujący transmisję

w Sieci, może podzielić pakiet na dwa mniejsze, co prowadzi do spadku szybkości przesyłania lub błędów transmisji danych.

Ale takie problemy należą do czasów internetowego kamienia łupanego. Obecnie zarówno pecet, jak i ruter oraz serwery pośrednie realizujące transfer automatycznie dostrajają się do siebie. Z tego powodu optymalizacja MTU jest dziś nie tylko zbędna, ale także niebezpieczna. Wyjątek stanowi Windows XP bez aktualnego dodatku Service Pack, w którym mogą pojawiać się kłopoty z łączem z powodu nieprawidłowo ustawionej wartości tego parametru. Aby ten błąd usunąć, nie potrzebujemy jednak narzędzia do tuningu – wystarczy zwykła aktualizacja Windows.

To faktycznie wzmocni peceta Jeśli mimo to mamy ochotę przetestować połączenie, nie potrzebujemy narzędzi. Wystarczy wizyta na speedguide.net/analyzer.php. Witryna sprawdzi nasze połączenie i oceni, czy ustawienia internetowe muszą zostać zoptymalizowane – właściwy program, który wykona to w XP, znajdziemy w opisanym serwisie. W Viście i Windows 7 wystarczy wywołać Wiersz polecenia i ręcznie ustawić wartość MTU, która wyświetliła się na stronie.

W tym celu wpisujemy »cmd« w Pasek wyszukiwania. Gdy polecenie pojawi się na liście, zaznaczamy je i z menu kontekstowego wybieramy »Uruchom jako administrator«. W nowe okno wprowadzamy: »netsh interface ipv4 show subinterfaces«. W lewej kolumnie pod »MTU« pojawi się jego aktualna wartość. Aby ją zmienić, trzeba wpisać: »netsh interface ipv4 set subinterface „1” mtu=xxx store-=persistent«, gdzie

»xxx« odpowiada nowej wartość MTU. Po optymalizacji warto jeszcze raz przetestować połączenie w serwisie speedguide.net.

Pożeracz zasobów. Aktywny firewall na stałe obciąża procesor i wymaga dużo RAM-u.
Pożeracz zasobów. Aktywny firewall na stałe obciąża procesor i wymaga dużo RAM-u.

Firewall: Rzekomo perfekcyjnie chroni komputer przed szkodnikami

Firewall wzmacnia system odpornościowy, budując wokół Windows mur obronny. W tym celu analizuje wchodzące i wychodzące z peceta pakiety danych i na podstawie filtrów decyduje, które z nich są podejrzane. Ale jest z tym pewien kłopot: firewall należy do największych pożeraczy zasobów na komputerze.

Poza tym nie ma pojęcia, czym tak naprawdę jest szkodnik – dla firewalla ruch sieciowy to tylko pakiety. W ten sposób trojan może przykładowo wykorzystać załącznik emaila albo lukę w oprogramowaniu

, by przedostać się do peceta. Podsumowując, jeśli szkodnik zagnieździł się już w komputerze, firewall ma nikłe szanse na walkę z nim. Tym bardziej że trojan podszywający się pod usługę systemową może dowolnie zmanipulować Windows.

To faktycznie wzmocni peceta Zanim zainstalujemy firewalla, sprawdzimy, czy nasz ruter nie ma własnego. Jeśli tak, należy tylko wzmocnić ochronę – dobre wyjście to gruntowny test

. Mimo że firewall niezbyt skutecznie zabezpiecza przed infekcją, szkodniki, które chcą niezauważenie uzyskać połączenie z Siecią, dają się wyśledzić. Na początek ustawiamy firewalla tak, żeby nie przepuszczał żadnych pakietów.

Aby sprawdzić, czy blokada jest szczelna, uruchamiamy Menedżera zadań, naciskając jednocześnie klawisze [Ctrl] + [Alt] + [Del], i klikamy zakładkę »Sieć«. Jeśli ruch sieciowy ustał całkowicie, przestawiamy firewalla na tryb manualny i ręcznie zatwierdzamy próby połączeń od aplikacji

, takich jak przeglądarka czy komunikator – tylko tak możemy ustalić, czy jakaś nieznana usługa na naszym pececie chce uzyskać połączenie z Siecią.

Szyfrowanie: Trzeba płacić za odporne na złamanie zabezpieczenia?

Narzędzia do szyfrowania danych są dostępne we wszystkich rozmiarach, formach i kolorach, ale ich receptury rzadko się zmieniają. Dlatego nie ma sensu kupować drogich, nadmiernie rozbudowanych programów potworów – nie są warte swojej ceny, a przy tym marnują cenne miejsce na dysku.

Bezpłatne oprogramowanie całkowicie wystarczy, ponieważ prawie wszystkie tego typu aplikacje szyfrują za pomocą algorytmu AES (Advanced Encryption Standard), który w zasadzie jest nie do złamania. Jego najsłabszy punkt to użytkownik, a dokładniej utworzone przez niego hasło – łatwe do odgadnięcia imiona członków rodziny, daty ich urodzin albo proste ciągi cyfr to żadne zabezpieczenie

. Niebezpieczne jest również stosowanie haseł, których używamy w serwisach online. Jeśli haker pryechwzci zaszyfrowaną formę i złamie ją, droga do naszych tajnych informacji stanie przed nim otworem.

To faktycznie wzmocni peceta Aby maksymalnie utrudnić życie agresorom, używajmy do tworzenia haseł przypadkowych ciągów znaków i liczb. Możemy to zrobić za pomocą modułu Key Generator programu KeePass. Wygenerowane hasła są trudne zarówno do złamania, jak i do zapamiętania. Tu z pomocą również przyjdzie KeePass jako skarbiec przechowujący nasze dane dostępowe. W takiej konfiguracji musimy pamiętać tylko jedną rzecz – hasło do skarbca. Powinno ono zawierać co najmniej 20 znaków. Jeśli nie potrafi my go zapamiętać, możemy zapisać je na pendrivie, który będzie stanowił klucz do naszych największych sekretów.

Właściwe ustawienie kontroli konta Jedną z nowości w Viście była Kontrola konta użytkownika (User Account Control, UAC), która po raz pierwszy rozdzieliła prawa zwykłego użytkownika i administratora, aby lepiej chronić system przed zmianami. Jej efektem stała się konieczność ręcznego zatwierdzania każdej instalacji, a ponadto Windows ostrzegał przed nieautoryzowanym softaware’em. Z tego powodu UAC często była nazywana blokerem malware’u. Ale to mylne i niebezpiecznie przekonanie!

Przy standardowej instalacji użytkownik uzyskiwał bowiem prawa administratora. A wtedy wystarczało jedno kliknięcie, aby otworzyć bramę przed malware’em. Poza tym okno ostrzegawcze nie zawierało konkretnych informacji o instalowanym programie – w ten sposób szkodnik mógł podszywać się np. podoficjalny update innej aplikacji. Niektórzy użytkownicy Visty wyłączali UAC, aby nie denerwować się okienkami wyskakującymi przy każdej zmianie systemu. Z tego powodu w Windows 7 Microsoft drastycznie ograniczył interwencje UAC – użytkownik często nawet nie zdaje sobie sprawy, że ta funkcja ciągle działa w tle.

To faktycznie wzmocni peceta UAC zapewnia jedynie ograniczoną ochronę. Ale to nie jest powód, aby ją wyłączać. Jeśli używamy Windows 7, powinniśmy wzmocnić działanie Kontroli konta użytkownika, ponieważ standardowa konfiguracja jest niewystarczająca. W tym celu wpisujemy w Pasek wyszukiwania »msconfig«. W nowym oknie klikamy zakładkę »Narzędzia« i wyszukujemy pozycję »Zmiana ustawień funkcji Kontrola konta użytkownika«.

Szybko złamane. Hasło do Windows to żadna ochrona – dane personalne dają się bez żadnego problemu skopiować za pomocą Live CD.
Szybko złamane. Hasło do Windows to żadna ochrona – dane personalne dają się bez żadnego problemu skopiować za pomocą Live CD.

Optymalna kombinacja haseł Hasła do Windows to klasyka placebo – choć sugerują podwyższone bezpieczeństwo

, są nieskuteczne, ponieważ mogą być złamane nawet przez laika. Poza tym dostęp do danych zawsze stoi otworem – wszystko, czego potrzebuje włamywacz, to Live CD.

To faktycznie wzmocni peceta Należy połączyć mechanizmy zabezpieczające z różnych poziomów. Najpierw tworzymy hasło do BIOS-u i zmieniamy ustawienia bootowania tak, aby nikt nie mógł uruchomić peceta z nośnika zewnętrznego. Następnie szyfrujemy cały dysk twardy za pomocą narzędzia TrueCrypt – nawet jeśli ktoś go wymontuje, nie odczyta naszych danych.

Defragmentacja dysków SSD: Nowe narzędzia optymalizacyjne

Ciągłe instalacje i dezinstalacje tworzą na dysku twardym puste przestrzenie, które Windows zapełnia nowymi danymi. W rezultacie urządzenie pracuje wolniej, ponieważ jego głowica nieustannie zmienia pozycję podczas pracy. Na poszatkowane w ten sposób dane pomaga jedynie defragmentacja.

Ta zasada nie obowiązuje jednak w przypadku dysków flaszowych – urządzenia tego typu po defragmentacji nie działają wcale szybciej, ponieważ nie zawierają części mechanicznych. Poza tym każdy zapis danych skraca im życie – dyski flaszowe składają się z komórek, które przechowują ładunki elektryczne, ale wytrzymują tylko określoną liczbę cyklów zapisu.

To faktycznie wzmocni peceta Jeśli przesiadkę na Windows 7 mamy już za sobą, w ogóle nie musimy zawracać sobie głowy wbudowanym dyskiem SSD – system troszczy się o niego prawidłowo. Ale użytkownicy XP i Visty mają z tym problem, oba te systemy traktują bowiem dyski flaszowe tak jak zwykłe, co często prowadzi do ich przedwczesnej śmierci.

W XP w ogóle odradzamy stosowanie SSD, ponieważ ta wersja Windows nieprawidłowo ustawia początek partycji systemowej, co prowadzi do wielu niepotrzebnych operacji zapisu i odczytu danych. Jeśli mimo wszystko chcemy używać tego typu urządzeń pod XP, musimy ręcznie ustawić początek sektora systemowego. Microsoft zintegrował nawet z XP specjalne narzędzie do tego celu, DiskPart.

Vista nie ma problemów z ustawianiem sektora startowego, ale w systemie tym pojawił się inny zabójca SSD: usługa automatycznej defragmentacji w tle. Możemy ją wyłączyć za pomocą apletu »Start | Wszystkie programy | Akcesoria | Narzędzia systemowe | Defragmentator dysków«. Również usługi takie jak Super-Fetch oraz ReadyBoost powinniśmy zatrzymać. Dotrzemy do nich, wpisując w Pasek wyszukiwania Visty »Usługi« i odszukując odpowiednie wpisy.

dostosowywanie Windows. Błędne ustawienia mogą niszczyć dyski SSD. Z tego powodu dezaktywujemy usługi, takie jak »Wstępne ładowanie do pamięci«, czyli SuperFetch.
dostosowywanie Windows. Błędne ustawienia mogą niszczyć dyski SSD. Z tego powodu dezaktywujemy usługi, takie jak »Wstępne ładowanie do pamięci«, czyli SuperFetch.

Oczyszczanie Rejestru: Czy faktycznie przyspiesza Windows?

Prawie każdy uruchomiony proces zostawia ślad w bazie danych Rejestru, co z czasem zaśmieca peceta. Programy porządkujące Rejestr gruntownie oczyszczają system, aby komputer znów mógł pracować z pełną mocą. Ten środek leczniczy rzeczywiście sprawia cuda. Ale tylko wtedy, gdy używamy systemu, który Microsoft już dawno posłał na emeryturę – od czasów XP efekt oczyszczenia nie przekłada się znacząco na tempo pracy komputera. Dzieje się tak, ponieważ aktualna wersja Windows nie ładuje do pamięci całej zawartości Rejestru, lecz jedynie niezbędne w danej chwili informacje. Poza tym, aby nie dopuścić do przepełnienia RAM-u przy dłuższych sesjach, miejsce przeznaczone w niej na dane z Rejestru zostało dodatkowo ograniczone do minimum.

To faktycznie wzmocni peceta Choć pigułka z cyfrowym speedem nie podniesie osiągów peceta, okazjonalne oczyszczanie jest jak najbardziej sensowne – wiele programów i sterowników po dezinstalacji zostawia bałagan w Rejestrze, co w ekstremalnym przypadku może uniemożliwić nowe instalacje. Do wypucowania systemu w zupełności wystarczy szczupły CCleaner.

Mac OS i Linux nie są odporne na wirusy Kto nie chce się użerać ze szkodnikami, sięga po alternatywy Windows: Mac OS i Linuksa. Ale czy rzeczywiście systemy te są nie do zdobycia? Praktyka wskazuje na coś odwrotnego: już w 2006 r. pojawił się trojan na Mac OS X 10.5 udający plik archiwum »latestpics.tgz«. Inny przykład: na początku 2009 r. szkodnikiem, który ukrywał się w scrackowanych kopiach pakietu iWork, Apple’a oraz generatorze nielegalnych kluczy do Photoshopa CS4, zaraziło się aż 20 000 komputerów z Mac OS X.

Także Linux nie jest do końca odporny na ataki wirusów: w 2007 r. sensację wywołało zhakowanie serwera Ubuntu. Szkodnikom udawało się wtedy po raz pierwszy zainfekować komputera z Linuksem, ale w specjalnie spreparowanym środowisku testowym. Jak dotąd nie pojawił się jednak malware, który zaraził prywatnego peceta.

To faktycznie wzmocni peceta Alternatywne systemy są względnie pewne, ponieważ mają niewielki udział w rynku – napastnicy koncentrują się na Windows, gdyż mogą w nim znaleźć najwięcej ofiar. Ale rosnący w ostatnich latach boom na Mac OS X nie przeszedł bez echa wśród hakerów. Im bardziej popularny staje się ten system, tym większe ryzyko, że wkrótce masowo pojawią się napisane specjalnie na niego wirusy. Z tego powodu na alternatywnych platformach powinniśmy stosować takie same standardy bezpieczeństwa jak w Windows: uaktualniamy system, nie odwiedzamy podejrzanych stron w Sieci i używamy skanera antywirusowego.

Maszyna wirtualna. Foldery współdzielone to luka bezpieczeństwa, przez którą szkodniki mogą zainfekować macierzysty system.
Maszyna wirtualna. Foldery współdzielone to luka bezpieczeństwa, przez którą szkodniki mogą zainfekować macierzysty system.

Maszyna wirtualna: Pewna ochrona peceta

Używając maszyny wirtualnej (VM), użytkownik może bezpiecznie ściągać dane z Sieci i testować podejrzane programy. Dzieje się tak, ponieważ VM tworzy w pececie pilnie strzeżony oddział, z którego żaden szkodnik nie jest w stanie uciec. Pigułka, która chroni w 100% przed wszelkimi chorobami? Brzmi zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe. A jednak to możliwe. Co prawda wirus może przełamać sztuczne środowisko i zainfekować zasoby peceta, ale tylko teoretycznie – w praktyce tak się jeszcze nigdy nie stało.

Znacznie większym ryzykiem są współdzielone foldery, za pomocą których wymienia się dane pomiędzy wirtualnym dyskiem, a macierzystym systemem plików. W ten sposób, nawet stosując VM, użytkownik sam otwiera bramę, przez którą szkodniki bez problemu trafiają do oryginalnego systemu. Niektórzy użytkownicy używają maszyn wirtualnych także do przesyłania wrażliwych danych, np. do bankowości online. Uważają bowiem, że nawet jeśli mają w systemie wirusa, nie przeniknie on do środowiska wirtualnego. To się wprawdzie zgadza, ale nie dotyczy, niestety, wszystkich typów szkodników. Przykładowo keyloggerom, które zagnieździły się w macierzystym systemie, jest obojętne, czy użytkownik korzysta z wirtualnego środowiska, czy nie – one po prostu rejestrują naciśnięcia klawiszy.

To faktycznie wzmocni peceta Dla większości użytkowników stałe korzystanie z maszyny wirtualnej jest całkowicie zbędne, VM zajmuje bowiem dużo miejsca na dysku i poważnie spowalnia peceta. Jeśli zaś używamy jej do okazjonalnych eksperymentów, powinniśmy zwracać baczną uwagę na zabezpieczenie systemu macierzystego: aktualizujmy na bieżąco Windows oraz wszystkie zainstalowane programy i używajmy skanera antywirusowego. Na czas wirtualnej sesji powinniśmy także zrezygnować z folderów współdzielonych, tak samo jak z połączenia z lokalną siecią oraz zewnętrznych nośników danych. Do bankowości online lepiej nadają się płyty typu Live CD, np. z dystrybucją Linuksa Ubuntu, którą możemy zainstalować na pendrivie. Ale nawet w tym przypadku powinniśmy unikać bezpośredniego dostępu

do dysku i innych nośników danych. Więcej na ten temat w ramce „Mac OS i Linux nie są odporne na wirusy”.

Anonimowość: Surfować nierozpoznany – tylko za jaką cenę

Na podstawie adresu IP, ciasteczek i ustawień przeglądarki każdego można zidentyfikować w Sieci. Czy anonimizery pozwalają surfować bez wyjawiania naszej tożsamości? Nie! A błędnie ustawione spowalniają jedynie łącze internetowe – proste maskowanie komunikacji HTTP na niewiele się bowiem zda: za pomocą apletów we flaszu i Javie, skryptów JavaScript oraz kontrolek ActiveX dane użytkownika wyśledzić równie łatwo. Ponadto producenci oprogramowania

często nie oferują funkcji do nieodwracalnego wymazywania ciasteczek i historii przeglądania.

To, jak bardzo anonimowe jest surfowanie, zależy także od użytej technologii. Obecnie najbardziej popularne są trzy metody: VPN (Virtual Private Network), kaskada miksów oraz ruting warstwowy (Onion Routing). Użytkownik korzystający z VPN instaluje specjalny program, który wszystkie pakiety

wysyłane do Sieci transmituje najpierw na serwer. Dopiero z niego, już z nowym adresem IP, trafi ają one dalej. Ta technologia jest stosowana głównie w rozwiązaniach komercyjnych i ma tę zaletę, że anonimizacja przebiega w niej w pełni automatycznie. Wadą jest to, że użytkownik jest zależny od jednego providera, który ma pełny wgląd w jego niezaszyfrowane dane. Przy kaskadach miksów, jakich używa np. anonimizer JAP, oraz przy rutingu warstwowym, który ma miejsce w technologii Tor, wyśledzenie adresata jest bardzo trudne, ponieważ pierwotne dane nie są wysyłane na jeden, lecz na wiele różnych serwerów.

Niestety, maskowanie działa tylko przy komunikacji HTTP i sprawia, że przeglądanie Sieci staje się ekstremalnie powolne. Ruting warstwowy ma jeszcze inny słaby punkt: każdy może uruchomić własny serwer Tor (np. FBI albo CBŚ), po to aby przechwytywać fragmenty „anonimowych” sesji. Dlatego nie powinniśmy używać anonimizerów do przeglądania poufnych witryn.

To faktycznie wzmocni peceta Używajmy przy anonimowym surfowaniu dodatku do Firefoksa JonDoFox, który można aktywować

i dezaktywować za pomocą pojedynczego kliknięcia. Składa się on z wielu różnorodnych modułów, które m.in. administrują ciasteczkami i blokują krytyczne treści, takie jak aplety flaszowe i skrypty JavaScript.

Dla Internet Explorera nie ma, niestety, rozszerzenia, które automatycznie troszczy się o wszystkie luki prywatności. Ustawienia możemy jednak dopasować ręcznie, wybierając z menu tego programu »Narzędzia | Opcje internetowe | Zabezpieczenia« oraz »Narzędzia | Zarządzaj dodatkami«. Obie te przeglądarki oferują dodatkowo tryb surfowania prywatnego, który przy wyjściu z programu automatycznie wymazuje wszystkie ślady naszej aktywności w Sieci. Cudowne pigułki dla peceta najczęściej są całkowicie bezużyteczne – mimo to pewien efekt jest zawsze widoczny: znaczące spowolnienie komputera. Jednak w niektórych przypadkach przedstawione w artykule narzędzia spełniają swoją rolę, ale tylko wtedy, gdy połączy się ich działanie z odpowiednimi ustawieniami. Tyle że tym razem nie oczekujmy cudu od tych „cudownych” narzędzi.

Złośliwy botnet kopiuje podpis cyfrowy Kaspersky'ego

Firma Trend Micro informuje, że znany i nielubiany botnet ZeuS potrafi skopiować podpis cyfrowy firmy Kaspersky z narzędzia do... usuwania złośliwego oprogramowania.

ZeuS zabrał się za kradzież podpisów cyfrowych producentów antywirusów
ZeuS zabrał się za kradzież podpisów cyfrowych producentów antywirusów

Podczas prowadzenia działań monitorujących nowe zagrożenia - analitycy Trend Micro trafili na wiele podejrzanych plików, które zawierały dziwne podpisy cyfrowe. Podpisy te od razu

zwróciły uwagę specjalistów, ponieważ wydawały się przynależeć do legalnego oprogramowania antywirusowego firmy Kaspersky.

Podczas sprawdzania certyfikatów zauważono, że wartości mieszające, odnoszące się do podejrzanych plików

są nieprawidłowe. Oryginalnym plikom są zawsze przypisane konkretne wartości mieszające. W tym przypadku było jasne, że podpis został skradziony, ponadto - podpis już wygasł. Co ciekawe fałszywy podpis zastosowany w tym przypadku wydaje się być skopiowany – o ironio! - z Kaspersky ZbotKiller - narzędzia do usuwania złośliwego oprogramowania
.

Po dalszych badaniach potwierdzono, że podejrzane pliki rzeczywiście są szkodliwe. Były to odmiany złośliwego oprogramowania ZeuS(Zbot) – TSPY_ZBOT.BWP, TROJ_ZBOT.BYM oraz TROJ_ZBOT.KJT.

To nie pierwszy przypadek kradzieży podpisów cyfrowych przez cyberprzestępców. Pierwsze złośliwe oprogramowanie

Malware

Malware to wszystkie aplikacje i skrypty, które mają szkodliwe i/lub przestępcze działanie w stosunku do uzytkownika komputera. Typowi reprezentanci malware'u to trojany, wirusy i robaki.

STUXNET zostało podpisane przy użyciu certyfikatu firmy Realtek Semiconductors Corp., a późniejsze jego warianty z podpisem firmy JMicron Technology. Wydaje, że jest to rosnący trend wśród cyberprzestępców. Dlatego użytkownicy powinni pamiętać, aby zawsze sprawdzić szczegóły podpisów i zapewnienia, że są ważne.

Certyfikaty wielu firm mogą być kopiowane przez cyberprzestępców, a firma której podpis skopiowano nie mogła temu zapobiec. Niestety jest bardzo prawdopodobne, że będziemy obserwować więcej takich zdarzeń w przyszłości – podsumowali analitycy Trend Micro.

Trend Micro poinformowało firmę Kaspersky o wynikach swojej analizy.

11 darmowych programów, które musisz mieć!

Superliga narzędzi tuningowych, które sprawią, że twój podrasowany Windows będzie lepszy niż zwycięska jedenastka aktualnych piłkarskich mistrzostw świata. I to bez wydawania choćby złotówki!

Najlepsza jedenastka Windows
Najlepsza jedenastka Windows

Czekać na superfinał do 11 lipca? Po co? Z nami już teraz przeżyjesz mistrzowskie emocje! W tym celu nie musisz nawet lecieć do Republiki Południowej Afryki.

Szybkość to nie wszystko. Oprócz niej atutami na cyfrowym boisku są również bezpieczeństwo, aplikacje rozszerzające funkcjonalność

Windows oraz te, które dodają systemowi zupełnie nowe cechy. Obejrzymy animowane tapety bez konieczności upgrade’u systemu, usuniemy ograniczenia z plików i wyłączymy irytujące okna dialogowe. Narodowa jedenastka CHIP-a i starannie wyselekcjonowane porady zadbają o dobry nastrój na stadionie.

Optymalizacja systemu. Aplikacja Ashampoo WinOptimizer usunie z peceta śmieciowe dane i naprawi Rejestr.
Optymalizacja systemu. Aplikacja
Ashampoo WinOptimizer usunie z peceta śmieciowe dane i naprawi Rejestr.
Oczyszczanie Windows Narzędzie: Ashampoo WinOptimizer Na zanieczyszczonej murawie trudno rozgrywać mecze. Dlatego najpierw wysyłamy na boisko naszego superwymiatacza – aplikacja WinOptimizer usunie śmieci, zdefragmentuje dysk twardy i prawidłowo skonfiguruje ukryte funkcje Windows.

Zainstaluj i uruchom aplikację z Ashampoo WinOptimizer. Funkcja »Pełne skanowanie« prześwietli XP, Vistę i Windows 7 i wydobędzie na światło dzienne spowalniające system dane-śmieci. Kliknij polecenie »Uruchom optymalizację«, aby wysłać je na aut

. Następnie wybierz »Moduły | Optymalizuj wydajność | StartUp Tuner«, aby wyłączyć programy niepotrzebnie uruchamiane przy starcie. Skaner antywirusowy w folderze Autostart może być pożyteczny, natomiast grający nie fair zawodnicy tacy jak QuickTime i Office nie mają tam czego szukać. Za pomocą polecenia »Edytuj listę Dodaj/Usuń programy« pożegnaj zbędne aplikacje, a poprzez opcję »Moduły | Optymalizuj wydajność | Defrag 3« zaprowadzisz upragniony ład na dysku.

Jeśli menu kontekstowe stało się nieprzejrzyste, ponieważ wszystkie zainstalowane w systemie programy założyły w nim swoje wpisy, oczyść je za pomocą polecenia »Moduły | Zmień ustawienie systemowe | Context Menu Manager | Edytuj wpisy menu kontekstowego«. Na liście zobaczysz absolutnie wszystkie dostępne polecenia. Wyświetlają się one, niestety, jedynie w języku angielskim. Ale to jeszcze pół biedy, czasami zamiast orientacyjnej nazwy widać tylko 128-bitowy identyfikator obiektu COM. W takim przypadku pomoże tylko metoda prób i błędów: wyłączamy wpis i sprawdzamy, co się dzieje z menu kontekstowym.

Jeśli na przykład usuniemy zaznaczenie z »Send To«, to z menu kontekstowego zniknie polecenie »Wyślij do«. Usuń wybrane opcje, zatwierdź zmiany przez „OK” i sprawdź, czy z menu kontekstowego zniknęły właściwe wpisy. W ten sposób zweryfikuj całą listę. Po tej gruntownej kuracji oczyszczającej Windows zyska siłę klasowego napastnika.

Bez paniki. Z analizy wynika, że usługa »smss.exe« nie znajduje nazwy pliku. Proces jednak prawie nie spowalnia bootowania, więc nie ma sensu w niego ingerować.
Bez paniki. Z analizy wynika, że usługa »smss.exe« nie znajduje nazwy pliku. Proces jednak prawie nie spowalnia bootowania, więc nie ma sensu w niego ingerować.
Szybsze uruchamianie Narzędzie: Process Monitor Start z zajmowanej pozycji i sprint do przodu – takie akcje w prawdziwym meczu to nic nadzwyczajnego. W komputerze też o to łatwo, ale nie z kulą u nogi. Process Monitor ujawni procesy, które spowalniają pracę systemu, a w skrajnych przypadkach mogą wręcz uniemożliwić uruchomienie komputera.

Ściągnij i rozpakuj na Pulpicie Process Monitor. Podwójnym kliknięciem uruchom znajdujący się w nim plik »Procmon.exe«. Zaraz po starcie program pokaże wszystkie uruchomione procesy. Wybierz »Options | Enable Boot Logging«, aby zapisywać logi z uruchamiania systemu. W następnym oknie aktywuj »Generate Profiling Events | Every second«. Zamknij narzędzie, zrestartuj Windows, po czym uruchom ponownie Process Monitor. Program zaproponuje zapisanie zarejestrowanego pliku z logami. Zrób to, po czym otwórz ten plik w programie Process Monitor, co pomoże w szczegółowej analizie uruchamiania.

Aby lepiej ocenić działanie poszczególnych procesów, z głównego menu programu wybierz polecenie »Options | Se-lect columns«. Teraz w nowo otwartym oknie zaznacz pozycję »Duration«. Pojawi się kolumna o tej nazwie, która wyświetla informacje o czasie potrzebnym procesowi na daną czynność. Wartości rozpoczynające się od »0,000…« możesz zignorować, bo mając do wygrania kilka tysięcznych części sekundy, nie warto ryzykować stabilności systemu.

Jeśli natomiast proces guzdrze się przez całą sekundę bądź jeszcze dłużej, zaznacz go prawym przyciskiem myszy, po czym z menu kontekstowego wybierz »Include ‘Nazwa_procesu’«. W ten sposób ukryjesz wszystkie wpisy w pliku logów, które nie mają z nim nic wspólnego, i analiza stanie się łatwiejsza.

Zaznacz interesujący cię proces i wybierz opcję »Properities« z menu kontekstowego. W nowym oknie wyświetlą się dokładne informacje o nim takie jak pełna ścieżka pliku czy dokonane przez proces zmiany w Rejestrze.

Jeśli proces bez powodu wciąż przeszukuje te same foldery – typowa choroba Windows Media Player – to najpierw spróbuj wyłączyć opcje danego programu, które mogą być odpowiedzialne za to zachowanie. Jeśli to niemożliwe, rozejrzyj się za graczem rezerwowym albo wyłącz automatyczne uruchamianie tego procesu podczas startu Windows. Po tych zmianach jeszcze raz wykonaj protokołowanie bootowania i zrestartuj system. Tym razem Windows powinien uruchomić się szybciej. Jeśli odkryłeś więcej spowalniaczy, usuń je w ten sam sposób.

Bez granic. Aby uzyskać dostęp do zablokowanych plików i folderów, wystarczy przeciągnąć je na szare pole.
Bez granic. Aby uzyskać dostęp
do zablokowanych plików i folderów, wystarczy przeciągnąć je na szare pole.
Sięgać po zablokowane pliki Narzędzie: DropPermission Jeszcze gorsi niż bramka zdobyta przez przeciwnika są zadeklarowani fetyszyści poprawnych reguł, sarkający na każde zagranie choć trochę odbiegające od zasad poprawnej gry. Również tutaj nasuwa się analogia do Windows: wystarczy, że użytkownik spróbuje otworzyć plik, który jest używany przez inny proces – to się nie powiedzie, ponieważ system blokuje takie zasoby w imię uświęconych reguł systemu z wielodostępem.

Panaceum na tę sytuację jest open-source’owe narzędzie DropPermission. Rozpakuj i uruchom jedyny plik wykonywalny w folderze. Na Pulpicie wyświetli się szara półprzezroczysta ramka widoczna przez cały czas działania aplikacji. Gdy Windows blokuje plik lub katalog, wystarczy je przeciągnąć na tę ramkę, aby usunąć blokadę.

Nowe funkcje. Preme rozszerza Pulpit Windows 7 — wystarczy wybrać potrzebną funkcję i gotowe.
Nowe funkcje. Preme rozszerza Pulpit Windows 7 — wystarczy wybrać potrzebną funkcję i gotowe.
Nowe funkcje Windows 7 Narzędzie: Preme for Windows 7 Aplikacja Preme for Windows 7 zwiększa funkcjonalność systemu i sprawia, że „Siódemkę” awansuje do ligi zawodowej. Rozpakuj na Pulpicie archiwum programu Preme for Windows 7 i uruchom znajdujący się w nim plik »Preme0.90.exe«. Dalsza instalacja nie jest konieczna. Po prostu wybierz potrzebne funkcje i używaj ich bez ograniczeń. Jeśli to niemożliwe, to przyczyną może być pracujący w tle pakiet typu Internet Security albo firewall, który niesłusznie blokuje Preme. Musisz je więc odpowiednio skonfigurować albo na moment wyłączyć.

Dzięki Preme można na przykład otwierać menu Start bez klikania – wystarczy wprowadzić wskaźnik myszy nad przycisk Start. Z równą łatwością przejdziesz do znanego z Visty widoku Flip 3D – wystarczy, że przeciągniesz wskaźnik myszy do lewego górnego roku ekranu. Inne funkcje są dostępne po ich wybraniu.

Lista wszystkich sterowników Jedno kliknięcie zakładki »Drivers« wyświetli sterowniki wszystkich urządzeń zainstalowanych na naszym pececie.
Lista wszystkich sterowników Jedno kliknięcie zakładki »Drivers« wyświetli sterowniki wszystkich urządzeń zainstalowanych na naszym pececie.
Informacje o systemie Narzędzie: SIW 2010 Właściwa taktyka rozstrzyga mecz. Trzeba zbliżyć się do systemu i zdobyć wszystkie potrzebne informacje. Bezpłatne narzędzie SIW 2010 doskonale wywiąże się z tego zadania. Podczas instalacji odznacz »Install RoboForm«, bo ten komponent jest niepotrzebny. Po ukończeniu instalacji uruchom SIW 2010.

Z wpisów w drzewie katalogów po lewej stronie

dowiesz się wszystkiego o swoim systemie. Zakładka »Drivers« wyświetla listę wszystkich sterowników, a po kliknięciu »Environment« zobaczysz dostępne w Windows zmienne systemowe.

Prostota. Po instalacji WinCDEmu wystarczy jedno kliknięcie, aby zamontować obraz płyty ISO jako napęd systemowy.
Prostota. Po instalacji WinCDEmu wystarczy jedno kliknięcie, aby zamontować obraz
płyty ISO jako napęd systemowy.
Otwieranie plików ISO Narzędzie: WinCDEmu Windows 7 może wypalać obrazy płyt ISO. To prawdziwy postęp, ale całkowicie bezużyteczny, jeśli wcześniej nie możesz obejrzeć albo wypróbować plików na przyszłej płycie. Problem rozwiązuje wirtualny napęd CD. Zainstaluj i uruchom aplikację WinCDEmu.

Program doda do systemu wirtualny napęd CD. Jeśli używasz 64-bitowej wersji Windows, instalacja wymaga restartu – w ten sposób program obchodzi brak sygnatury. Kiedy sterownik jest zainstalowany, do zamontowania pliku ISO wystarczy jego podwójne kliknięcie. W ten sposób możesz np. przetestować nową wersję Linux live, ściągniętą z Internetu, a następnie wypalić ją na czystej płycie CD.

Szybszy dostęp. Optymalizacja połączenia z Internetem może przyspieszyć transfer, m.in. poprzez  dobranie odpowiedniej wartości parametru MTU.
Szybszy dostęp. Optymalizacja połączenia
z Internetem może przyspieszyć transfer, m.in. poprzez dobranie odpowiedniej wartości parametru MTU.
Optymalizacja łącza Narzędzie: NETEagle, DSL Speed Granie ciągle na tym samym boisku to nuda. Częścią mistrzostw świata w piłce nożnej są podróże. Nasz następny supergracz zoptymalizuje łącze internetowe i zapewni szybkie przemieszczanie po wirtualnym świecie Sieci. Wygodni użytkownicy Visty, XP mogą zainstalować aplikację NETEagle. Program pamięta jeszcze czasy Windows 95, ale jest bardzo prosty w obsłudze. Wystarczy wskazać typ naszego łącza i systemu, po czym kliknąć przycisk „OK”. Po restarcie łącze zostanie zoptymalizowane.

Jeśli lubisz eksperymentować albo używasz Windows 7, znacznie lepszym wyborem okaże się inne narzędzie – program DSL Speed. Po zainstalowaniu możesz tak jak w poprzedniej aplikacji pójść na łatwiznę i zlecić wykonanie optymalizacji programowi. W tym celu wybierz polecenie »Main | Normal Optimize | Process«. Konieczny będzie restart. Aby sprawdzić, czy operacja przyniosła efekt, możesz zmierzyć nową przepustowość łącza, np. na stronie www.speedtest.pl. Odradzamy wbudowane w program polecenie »Speed Test«, które przenosi nas na witrynę z odnośnikami do stron mierzących szybkość łącza. Problem w tym, że większość z nich nie działa.

Dla tych, którzy lubią mieć wszystko pod kontrolą, przewidziano w DSL Speed polecenie »Advance Optimize«. W nowym panelu możemy samodzielnie zoptymalizować parametr MTU (Maximum Transmission Unit). Jest to rozmiar największego datagramu, który może podróżować między dwoma komputerami w Sieci. Jego zbyt mała wartość powoduje, że łącze musi przesyłać mniejsze pakiety, co trwa dłużej. Zbyt duża wartość z kolei może sprawić, że niektóre serwery pośrednie muszą dzielić pakiet na mniejsze części, co również spowalnia transmisję. Optymalizacja jest prosta: wybieramy zdalny serwer (możemy też dodać własną lokalizację) i klikamy ikonę Start. Po kilku sekundach testowania program wyliczy optymalną wielkość MTU dla naszego łącza.

Zawsze na czasie. Aby twoja platforma Java była zawsze aktualna, wybierz w JavaRa najpierw »Wyszukaj aktualizacje«, a potem »Usun starsze wersje«.
Zawsze na czasie. Aby twoja platforma Java była zawsze aktualna, wybierz w JavaRa najpierw »Wyszukaj aktualizacje«, a potem »Usun starsze wersje«.
Łatwe akutalizacje Javy Narzędzie: JavaRa Bez niektórych komponentów zwyczajnie nie można się obyć. Surfowanie bez Java Runtime Environment w czasach serwisów Web
2.0
jest męczarnią, ponieważ prawie nie ma już stron bez tej technologii. Sun zapewnia niezbędne bezpieczeństwo regularnymi aktualizacjami. Niestety stare wersje Javy nie są podczas nich usuwane i w efekcie zaśmiecają dysk. Zaradzi temu narzędzie JavaRa, które usunie niepotrzebne wersje JRE.

Rozpakuj JavaRa i uruchom znajdujący się w archiwum plik EXE. Na początku ustaw język na »Polski« i zatwierdź wybór przez »Select«. W następnym oknie za pomocą »Wyszukaj aktualizacje« ściągnij aktualną wersję Java Runtime Environment (JRE), bo ta zawsze jest najlepsza. Niepotrzebne, już przestarzałe wersje usuniesz za pomocą polecenia »Usun starsze wersje«

Tuning medialny Nie tylko sam Windows, ale też zintegrowany z nim od Visty Media Center możesz przekształcić w prawdziwego mistrza świata. To naprawdę łatwe. Trzy to więcej niż jeden XBMC, Boxee, Windows Media Center to doskonałe
programy do obsługi multimediów. Ale dlaczego decydować się tylko na jeden? Odwiedź stronę xbmcwmc.teknowebworks.com i ściągnij plik » XBMCIntegrationSetup.msi«. Jeśli Windows Media Center i XMBC są zainstalowane na twoim pececie, po prostu uruchom ściągnięty plik podwójnym kliknięciem. Teraz przez Media Center możesz korzystać z XMBC. W taki sam sposób postępujesz z Boxee — link do jego okiełznania znajdziesz na tej samej stronie. Nagrywanie z pilotem Wtyczka Remote Potato umożliwia programowanie czasu nagrania przez Internet bez opuszczania biura. Znajdziesz ją w witrynie
fatattitude.com (tinyurl.com/ybvod8l). Aby nagranie się udało, musisz zabezpieczyć zdalny dostęp do swojego komputera. Jak to osiągnąć za pomocą bezpłatnej dynamicznej usługi DNS (www.dyndns.com), producent wyjaśnia w sekcji wsparcia technicznego. Indywidualny Media Center Media Center Studio (MCS) z www.adventmediacenter.com pozwala na dostosowanie Windows Media Center do indywidualnych potrzeb przez usuwanie wpisów menu, dodawanie nowych teł oraz poszerzanie paska wyboru. Jest jednak łyżka dziegciu: na naszym komputerze testowym aplikacja działała dość ociężale.

Nowe tło. W DeskScapes wybierz motyw, który chciałbyś mieć na Pulpicie, lub poleceniem »Get more Backgrounds« pobierz nowy z sieciowej bazy danych, Dreamscene.
Nowe tło. W DeskScapes wybierz motyw, który chciałbyś mieć na Pulpicie, lub poleceniem »Get more Backgrounds« pobierz nowy z sieciowej bazy danych, Dreamscene.
Supermotyw na Pulpicie Narzędzie: DeskScapes Microsoft żąda za Vista Ulitmate horrendalnego okupu, między innym dlatego że system ten potrafi wyświetlać animowane tła Pulpitu w wysokiej rozdzielczości. Pieniądze lepiej zatrzymaj dla siebie – jest narzędzie, które tę funkcję pod nazwą Dreamscene doda do każdej wersji Windows, począwszy od XP.

Jeśli masz niższą wersję Visty lub Windows 7, ściągnij nieoficjalną łatę »Enable DreamScenes« z serwisu sevenforums.com (link bezpośredni: tinyurl.com/2wbbotr). Rozpakuj archiwum ZIP i przez menu kontekstowe z opcją »Uruchom jako administrator« uruchom zawarty w nim plik »Enable DreamScenes.exe«. Kliknij przycisk »Enable« i zrestartuj komputer. Całą masę animowanych teł Pulpitu znajdziesz w witrynie www.dreamscene.org. Pobierz wybrany motyw, rozpakuj archiwum ZIP i kliknij prawym przyciskiem myszy zapisany w nim film. Z menu kontekstowego wybierz »Set up as Desktop Background«. Po sekundzie zobaczysz, że twój Pulpit zacznie żyć. Dla Windows XP nie ma niestety bezpłatnej łatki. Zamiast tego zainstaluj 30-dniową wersję demo programu DeskScapes. Po uruchomieniu wybierz jedno z wyświetlanych teł Pulpitu lub przez »Get more Backgrounds | Download

more animated backgrounds« ściągnij wybrany motyw. Za pomocą »Apply changes« zapisz animowane tło Pulpitu i gotowe.

Zła wiadomość pojawi się po 30 dniach – jeśli przyzwyczaisz się do ożywionego Pulpitu i zechcesz go dalej używać, musisz kupić licencję w cenie 20 USD. Zanim to jednak zrobisz, zwróć uwagę, czy animowane tło się nie zacina albo czy nie brak mu kolorów. Gdy tak się dzieje, oznacza to, że wydajność twego peceta jest niewystarczająca, lepiej więc przeznaczyć pieniądze na upgrade sprzętu.

Pełna ochrona. Comodo IS trzyma niebezpieczeństwa z Sieci na dystans, usuwa z dysku wirusy i to nawet te, dla których nie ma jeszcze szczepionki, czyli Zero-Day-Exploits.
Pełna ochrona. Comodo IS trzyma niebezpieczeństwa z Sieci na dystans, usuwa z dysku wirusy i to nawet te, dla których nie ma jeszcze szczepionki, czyli Zero-Day-Exploits.
Perfekcyjna ochrona przed hakerami i wirusami Narzędzie: Comodo Internet Security Dobra obrona trzyma przeciwnika daleko od własnej bramki. Na komputerze tę pracę perfekcyjnie wykona za nas Comodo Internet Security, kombinacja firewalla, skanera antywirusowego i modułu typu Intrusion Detection System.

Asystent pomoże ci w instalacji i konfiguracji narzędzia. Po ponownym uruchomieniu peceta ochrona jest aktywna. Przyciskami »Antivirus«, »Firewall«, »Defense+« oraz »Pozostałe« możesz dokładnie skonfigurować Comodo Internet Security, np. tak aby ochronić określone pliki lub foldery przed nieuprawnionym dostępem.

Wskazówka Kilka firewalli albo skanerów antywirusowych na tej samej partycji wzajemnie sobie przeszkadza i zmniejsza wydajność komputera. Jeśli już masz pakiet

bezpieczeństwa innego producenta i jesteśz niego zadowolony, lepiej zrezygnuj z narzędzia Comodo.

Po bezpiecznej stronie. Jeśli System Safe w aplikacji Returnil VS jest aktywny, stajesz się odporny na wirusy, ponieważ pracujesz z wirtualną kopią systemu w pamięci operacyjnej.
Po bezpiecznej stronie. Jeśli System Safe w aplikacji Returnil VS jest aktywny, stajesz się odporny na wirusy, ponieważ pracujesz z wirtualną kopią systemu w pamięci operacyjnej.
Ratunkowy Windows Narzędzie: Returnil Virtual System Lubiący eksperymentować użytkownicy często instalujący niedopracowane wersje beta powinni opanować sztukę strzału z przewrotki. Skonfiguruj wirtualną wersję systemu tak, aby w razie potrzeby za jej pomocą zrekonstruować oryginał.

Zainstaluj Returnil Virtual System. Miej na uwadze, że na wirtualną kopię Windows na dysku twardym potrzebne będzie przynajmniej 2 GB wolnego miejsca. Jako język wybierz »Polski« i wykonuj polecenia asystenta. Pamiętaj, że potrzebna będzie jednorazowa rejestracja bezpłatnej wersji, bo tylko ona zapewnia aktualizacje narzędzia. W trakcie instalacji program zbada peceta pod kątem szkodliwych kodów i w razie potrzeby usunie je. Na koniec potrzebny będzie restart systemu.

Po instalacji na Pulpicie pojawi się podłużny przycisk »Returnil«. Kliknij go prawym przyciskiem myszy i wybierz »Pokaż program«. Wejdź w »Preferencje«, wyłącz opcję »Pokaż pasek narzędzi na pulpicie« i zatwierdź zmiany przyciskiem „OK” – dzięki temu pozbędziesz się uciążliwego przycisku. Teraz w grupie opcji »System Safe« kliknij link »Włącz teraz«. Jeśli ochrona jest aktywna, będziesz pracował na wirtualnej kopii Windows zapisanej w pamięci operacyjnej i nawet tego nie zauważysz. W efekcie wszystkie zmiany w systemie zostaną automatycznie odrzucone podczas jego zamykania. Po co to wszystko robimy? Chodzi o to, że kiedy wirus zaatakuje system, po prostu uruchomisz ponownie Windows i wrócisz do stabilnego stanu wyjściowego.

To wymaga drobnych zmian nawyków użytkownika. Chcąc na przykład przetestować program w wersji beta, zainstaluj go najpierw przy aktywnej ochronie. Jeśli Windows po tym zabiegu będzie pracował stabilnie, wyłącz na chwilę System Safe i zainstaluj betę na prawdziwym dysku. Od razu ponownie włącz ochronę. Windows zostanie zapisany w nowym stanie, to znaczy z zainstalowaną wersją beta programu.